Trochę pachnie Kafką - wywiad z Markiem Zawadką, Prezesem PZBad
własne

Trochę pachnie Kafką - wywiad z Markiem Zawadką, Prezesem PZBad

  • Dodał: Bartosz Szafran
  • Data publikacji: 26.11.2018, 08:59

Sytuacja w polskim badmintonie nie jest zbyt wesoła. Zawirowania finansowe, konflikt na linii Prezes Związku - zawodnicy i działacze lokalni, zwoływanie zjazdów związku przez osoby do tego niepowołane, kłopoty ze szkoleniem i wyjazdami na turnieje... przykłady można mnożyć. Chcieliśmy o tym rozmawiać z Markiem Zawadką, prezesem PZBad, ale uprzedziła nas Agata Grzelińska na stronie internetowej badmintontv.pl. Za zgodą autorki i Prezesa przedrukowujemy ten bardzo ważny i bardzo ciekawy wywiad. Wkrótce wrócimy do sprawy. 

 

Rozmawiała Agata Grzelińska

 

Orientuje się pan może, kto jest teraz prezesem Polskiego Związku Badmintona?

 

Patrząc na KRS i na to, do kogo pisma adresuje Ministerstwo Sportu i Turystyki, to ja.

 

Pytam, bo chcę się upewnić. Gdy czytam jeden z ostatnich listów Lecha Szargieja, prezesa – o ile mi wiadomo – Podlaskiego Okręgowego Związku Badmintona, który formułuje zdania typu: „Nadzwyczajny Zjazd Delegatów odbędzie się zgodnie z planem jak napisałem wyżej. Szczegóły podam niebawem”, można ulec złudzeniu, że to on jest szefem Polskiego Związku Badmintona, a nie Pan.

 

Historia zna wielu uzurpatorów. Żaden z nich nie przeszedł z fazy uzurpacji, czy też chwilowej władzy, do władzy pełnej i zalegitymizowanej prawnie.

 

Obawia się pan tego, co się stanie 1 grudnia?

 

Tak. Mam pilnować sam wnuka. Sam na sam.

 

Brzmi poważnie. Wracając do spraw badmintona – niezależnie od rewolucji wszczynanej przez pana oponenta/oponentów, do których jeszcze wrócimy, sytuacja finansowa w PZBad jest fatalna. To nie jest tajemnica. Skąd się wzięły te problemy?

 

Z obcięcia środków przez MSiT, przy jednoczesnym uwikłaniu środków własnych w spłatę osławionego długu wobec ZUS.

 

Lech Szargiej w ostatnim swoim liście do środowiska badmintonowego napisał, „że Związek zaciągnął kredyt w kwocie około 200 000 zł, który trzeba będzie spłacić. Do tego generowane są koszty w kwocie około 35 000 zł miesięcznie, na które Zarząd nie ma pokrycia!”  Co to za kredyt? Na jaki cel? 

 

To zwykła linia kredytowa. Imprezy mistrzowskie w Europie odbywają się w lutym – seniorzy i marcu – juniorzy (to akurat ulega zmianie). Dotacja ministerialna przychodzi później. No i powstał w 2017 roku problem, więc by go uprzedzić, wzięliśmy linię kredytową na poziomie 150 000 zł. Jak widać, źródło plotek pana Szargieja w biurze Związku celowo wprowadza go w błąd. Natomiast, co do kwoty 35 tysięcy zł i to miesięcznie, to też nie wiadomo, od którego miesiąca on to liczy i jak to liczy. Według mojej wiedzy, na dziś nie zalegamy z żadnymi płatnościami na rzecz ZUS, US czy pracowników, poza kilkoma fakturami na relatywnie niewielkie kwoty.

 

Czego dotyczą koszty w wysokości 35 tysięcy zł miesięcznie?

 

Nic mi nie wiadomo o takich kwotach.

 

Największym problemem PZBad jest najpierw ograniczenie, a następnie całkowite zablokowanie dotacji przez MSiT. Jest to też największy zarzut pod adresem pana i całego obecnego zarządu. Władze Związku nie proszą ministerstwa o te dotacje? Czy robią to nieprawidłowo?

 

Zarząd składa wnioski. One są odrzucane. Uzasadnienia nie ma.

 

Ministerstwo nie uzasadnia odmowy?

 

Nie uzasadnia.

 

Nie może się pan po prostu spotkać z ministrem Witoldem Bańką i osobiście go zapytać, o co chodzi?

 

Pan minister nie odpowiada na propozycje spotkań. Panowie wiceministrowie też, dyrektor departamentu też.

 

Dlaczego w ministerstwie tak pana nie lubią? Podejmuje pan decyzje złe dla polskiego badmintona? Czy dopuszcza się nieprawidłowości w kierowaniu Związkiem? Chciałabym (pewnie nie tylko ja) zrozumieć, skąd ta niechęć władz resortu? I do kogo? Do pana? A może do zawodników? W końcu to oni cierpią najbardziej w tej sytuacji.

 

Serio pyta pani w kategoriach „lubię – nie lubię”? Decyzje złe? Jak to określić? Wysłanie juniorów na MEJ (mistrzostwa Europy juniorów – red.) w 2017 roku to była zła decyzja? Czy też wysłanie kobiet po raz pierwszy od 6 lat na DME (Drużynowe Mistrzostwa Europy – red.)? A nieprawidłowości? Były dwie kontrole MSiT. Jedna organizacyjna, druga finansowa. I w pierwszym przypadku uwagi dotyczyły działań poprzedniego zarządu – m.in. zwołania z opóźnieniem dwóch miesięcy Sprawozdawczo-Wyborczego Krajowego Zjazdu Delegatów czy podejmowania działań organizacyjnych mimo wygaśnięcia umocowań prawnych. A kontrola finansowa? Zakwestionowała trzy wydatki, z których jeden wynikał z umowy podpisanej między poprzednim zarządem a Fundacją Polskiego Związku Badmintona (dziś jest to Fundacja Narodowy Badminton) o organizację Polish Open i dwie z początków naszej działalności. Trudno tym tłumaczyć zablokowanie wtedy kont i przyznanie dotacji dopiero pod koniec maja. To był rok, w którym juniorzy zdobyli po raz pierwszy trzy medale na MEJ, na które pojechali za pożyczone, prywatne pieniądze.

 

Jak się robi milionowy dług w tak małym związku sportowym?

 

To pytanie m.in. do pana Szargieja. Przecież on był członkiem ówczesnego zarządu PZBad i potem przewodniczącym komisji rewizyjnej. Ja nie wiem. Pewnie można, skoro został zrobiony.

 

Niech pan, człowiek z doktoratem, coś mi wytłumaczy? Poprzedni zarząd PZBad nie przejął się długiem, stworzył wspomnianą fundację, a ministerstwo przekazywało publiczne (!) pieniądze na jej konto zamiast do oficjalnego związku? Takie rzeczy są zgodne z prawem? 

 

Zostawmy moje wykształcenie w spokoju. Bardziej bym powiedział, że od 20 lat pracuję w instytucjach związanych z sektorem finansów publicznych. I powiem pani, że nie wiem. Trzeba pytać też MSiT, dlaczego w 2016 roku środki na szkolenie przelewało na konto związku okręgowego lub fundacji. Nikomu nie przeszkadzało, że środki, które mogły pójść na spłatę długu (mówimy o długu wobec ZUS), były przelewane na konto Fundacji (wówczas jeszcze Polskiego Związku Badmintona), tym samym pozbawiając wpływów Związek. Pani mnie pyta, czy takie rzeczy są zgodne z prawem. Skoro ministerstwo tak robiło i nadzór nie uznał, że to wykroczenie lub zła praktyka, to chyba tak.

 

Na konta którego okręgowego związku MSiT przelewało pieniądze?

 

Podlaskiego.

 

Ciekawe… Potem to samo ministerstwo nakazało nowemu, czyli obecnemu zarządowi zawarcie ugody z ZUSem i spłatę długu. Państwo to zrobili – ugodę zawarli, dług jest spłacany. Czyli minister powinien być zadowolony, a tymczasem obraża się za to, czego sam zażądał? I wymierza karę?

 

To trochę pachnie Kafką. Ja się czuję jak Józef K. Tyle że chciałbym zauważyć, iż sytuacja z ZUSem nabrzmiewała od dawna i środowisko (pewnie nie całość, bo było też niektórym wygodnie, by pieniądze szły tu i ówdzie) chciało to zmienić. Nie było nacisków ze strony MSiT. Bo w końcu dlaczego mieliby naciskać na nas, skoro nie naciskali na poprzedni zarząd? Generalnie, wszyscy wiedzieli, że jest fatalnie, kiwali głową ze zrozumieniem i mówili: „Musicie w końcu coś zrobić”. A potem na areny weszła plotka i nacisk, i zaczęło być gorąco. Tyle że my już wtedy porozumienie mieliśmy podpisane. I spłacamy je miesiąc po miesiącu. Płacząc przy każdym przelewie.

 

Kim jest pana główny (albo kreujący się na takiego) oponent/rywal, Lech Szargiej? Dlaczego akurat on czuje się uprawniony do powoływania Nadzwyczajnego Zjazdu Delegatów? 

 

Bo najwięcej stracił. Z jednej strony jako przewodniczący komisji rewizyjnej nie był na tyle skuteczny, by wymóc na zarządzie spłatę tego długu. Z drugiej – to środki, jakie szły z ministerstwa, w dużej mierze szły przez Podlaski Związek. Były to kwoty od 1 350 000 zł do 1 600 000 w ciągu lat 2013 – 2016. Według mnie, to była taka gra. A dlaczego czuje się upoważniony? Pytanie do pana Szargieja. Według mnie, fajnie się zarządza, mając takie zastrzyki środków (mimo że tylko przechodziły przez konto). Wtedy nie trzeba samodzielnie starać się o nie w samorządzie czy u sponsorów.

 

W listach prezesa Podlaskiego Związku Badmintona uderza pewność, z jaką pisze o motywacjach ministerstwa. Ma tam kolegów lepszych od pana? Wyżej postawionych?

 

A tak. To takie przechwalanki jak u dzieci w piaskownicy. Tylko że same do siebie. Znaczy: chce mi pani powiedzieć, że ministerstwo działa na szkodę Związku? Że urzędnicy ministerstwa obiecują innym osobom przychylniejsze traktowanie, niż obecnie wybrany zgodnie z prawem zarząd? O czym pani mówi? Przecież NIKT nie jest tak ograniczony, by tak wkopywać swoich znajomych pełniących funkcje urzędnicze bądź polityczne w ministerstwie.

 

Zawodnicy też nie są po pana stronie. Poskarżyli się ministrowi. Jaka jest teraz ich sytuacja szkoleniowa?

 

Poskarżyli się, bo zabrano im ośrodek przygotowania olimpijskiego, a także zlikwidowano większość wyjazdów. Zresztą, kulisy powstania tego listu, podpisów – to wszystko wygląda jak napisane według poradnika.

 

Wróćmy jeszcze do wspomnianej już Fundacji Narodowy Badminton, która wcześniej nosiła nazwę Fundacja Polskiego Związku Badmintona. Nadal otrzymuje ona dotacje z ministerstwa, ale także ze spółek Skarbu Państwa, jak PGE. Czy słyszał pan o podobnej sytuacji – że oficjalny związek sportowy, oficjalnie dotowany z MSiT, ma zablokowane finansowanie bez podania przyczyny, a minister i państwowe firmy hojnie rozdają publiczne pieniądze prywatnej fundacji?

 

Wskazała pani adresatów pytań. Ja tego nie rozumiem.

 

Może to jest temat dla CBA?

 

To też nie jest kwestia, o której się rozmawia z mediami.

 

Wiele się teraz mówi o nadużyciach finansowych w dużych związkach sportowych. Mamy aferę w Polskim Związku Siatkówki, wcześniej w PZPN. Tymczasem na mały związek niszowej dyscypliny nikt nie zwraca uwagi? Nikt nic nie widzi? Nikogo to nie obchodzi?

 

Nikogo? Widać, że obchodzi. Przecież kreowanie takiej sytuacji, w jakiej znajduje się PZBad trwało ponad rok.

 

Co pan i obecny zarząd zamierza zrobić z tą sytuacją? Ma pan jakiś pomysł na rozwiązanie problemu?

 

Ponowiliśmy pismo do ministra w sprawie spotkania.

 

Wybiera się pan na organizowany przez Lecha Szargieja Nadzwyczajny Zjazd Delegatów?

 

Wspomniałem na początku rozmowy, że mam tego dnia ważną sprawę rodzinną. Od kilku miesięcy nie miałem weekendu wolnego, a proszę uwierzyć, że w tej sytuacji nie będę jechał do Warszawy. Za chwilę zwoła zjazd inny lokalny związek czy klub, np. opolski, potem Orkan Kostomłoty, a potem Dolnośląski. Za każdym razem gdy ktoś nie będzie dawał sobie rady w funkcjonowaniu i będzie potrzebował środków publicznych, tak będzie.

Bartosz Szafran

Od wielu wielu lat związany ze sportem czynnie jako biegający, zawodowo jako sędzia i medyk oraz hobbystycznie jako piszący wcześniej na ig24, teraz tu. Ponadto wielbiciel dobrych książek, który spróbuje sił w pisaniu o czytaniu.