Wtorek z kolarstwem: Kręcimy dalej, nie tylko we Włoszech

Wtorek z kolarstwem: Kręcimy dalej, nie tylko we Włoszech

  • Dodał: Kamil Karczmarek
  • Data publikacji: 08.05.2018, 13:29

Inaczej być nie mogło. Wtorek z kolarstwem trwał i trwać nadal będzie. Ostatnio dużo zamieszania (ale taki był zamysł) wprowadził start Giro d'Italia w Izraelu. Od dzisiaj kolarze jadą już we Włoszech.

 

Włoski but oraz okoliczne wyspy należące do Italii to łącznie ponad 300 tysięcy kilometrów kwadratowych powierzchni. Wyścig Giro d'Italia mógłby rozpocząć się w jednym z pięknych włoskich miast, ale zgodnie z hasłem "kolarstwo poszerza granice", wyruszył z Izraela. Miejsce nie przypadkowe, bo pięciokrotny zwycięzca wyścigu Gino Bartali był zaangażowany w ratowanie Żydów podczas II wojny światowej. Oczywiście, w grę wchodziły także kwestie finansowe. Wyścig więcej zarobi na tzw. Wielkim Starcie w Izraelu, niż podczas zwykłej inauguracji we Włoszech. Nie od startu w Izraelu wiadomo, że popularyzacja dyscypliny w najróżniejszych zakątkach świata, to jeden z największych celów współczesnego kolarstwa.

 

W Izraelu rozegrano 3 etapy, dlatego można nazwać to wyścigiem dookoła Izraela. Tak naprawdę składał się on z czasówki dookoła Jerozolimy, lotnej premii na drugim etapie i monotonnym przejazdem przez pustynię Negew trzeciego dnia. Pierwszego dnia wyścigu osoby śledzące Giro trzykrotnie złapały się za głowę. Pierwszy raz jeszcze przed czasówką, kiedy na rekonesansie upadek zaliczył Chris Froome. Drugi raz, kiedy Brytyjczyk na czasówce osiągnął jak na siebie słaby wynik, przegrywając z kilkoma innymi faworytami wyścigu. Trzeci raz, gdy na metę przyjechał Tom Dumoulin, który osiągnął świetny czas i zrobił pierwszy krok do obrony tytułu.

 

Holender z Team Sunweb stracił Maglia Rosa już kolejnego dnia. Na lotnej premii 3 sekundy zgarnął Rohan Dennis, który o sekundę wyprzedził Dumoulina i został nowym liderem Giro. Trzeciego dnia w kontekście różowej koszulki nic się nie wydarzyło. Można tym samym ogłosić, że Rohan Dennis został historycznym zwycięzcą wyścigu Giro d'Izrael. Australijczyk zapisał się w historii wielkich tourów jednak z innego względu. Był on liderem na wszystkich trzech najważniejszych wyścigach przez przynajmniej jeden dzień.

 

Z historycznej wizyty Giro d'Italia w Azji zapamiętamy jeszcze kilka innych rzeczy. Pomimo słabej obsady sprinterów, finisze były naprawdę interesujące. Szczególnie w Eljacie, kiedy to Elia Viviani do końca nie był pewny zwycięstwa. W Tel Awiwie o zwycięstwo z Vivianim walczył Jakub Mareczko. Kolarz urodzony w Jarosławiu radził sobie w pierwszych sprinterskich pojedynkach naprawdę bardzo dobrze.

 

Na słowa pochwały zasłużył Guillaume Boivin. Wiadomo było, że kolarze Israel Cycling Academy w Izraelu będą chcieli znaleźć się w ucieczkach. Jednak dziwne, że przez dwa dni w ucieczkach jechał ten sam kolarz. Kanadyjczyk na pierwszym z etapów dwukrotnie uciekał, a na drugim odcinku był w ucieczce przez 220 kilometrów. Boivin na tym wyścigu wyrobił już sobie nazwisko.

 

Teraz Giro d'Italia jest już we Włoszech, a konkretnie na Sycylii. Podczas wizyty na tej wyspie kolarze zmierzą się z Etną, która będzie pierwszym sprawdzianem dla kolarzy, którzy chcą walczyć o zwycięstwo w całym wyścigu. Na ten moment po czasówce i dwóch płaskich etapach na temat faworytów mało wiemy. Froome pojechał słabo czasówkę, ale to jeszcze nic nie znaczy. Dumoulin jest mocny, ale musi zmierzyć się z Froomem, Aru, Pinotem, Pozzovivo czy Lopezem w górach. Niech włoskie, bo już nieizraelskie, święto kolarstwa trwa. Do Rzymu!

Kamil Karczmarek

Pasjonat sportu, a przede wszystkim igrzysk olimpijskich. Na portalu zajmuję się każdą odmianą kolarstwa, a także narciarstwem dowolnym, snowboardem, piłką ręczną i hokejem na lodzie.