Tenis - US Open: Świątek nierówna, ale zwycięska

Tenis - US Open: Świątek nierówna, ale zwycięska

  • Data publikacji: 04.09.2020, 19:30

Rozłożony z powodu opadów deszczu na dwa dni mecz Igi Świątek z Sachią Vickery zakończył się ostatecznie zwycięstwem Polki. Mimo przegranego w wyjątkowo szalonych okolicznościach pierwszego seta nasza reprezentantka była w stanie pokonać grającą dzięki "dzikiej karcie" Amerykankę.

 

Po meczu wygranym z Rosjanką Weroniką Kudermietową (6:3, 6:3), w II rundzie wielkoszlemowego US Open na Polkę czekało rzekomo trochę łatwiejsze zadanie, bo naprzeciw naszej tenisistki miała stanąć 160. rakieta WTA, reprezentantka gospodarzy – Sachia Vickery, która w pierwszej rundzie, również w dwóch setach, pokonała Taylor Townsend (6:2, 6:4). Bez wątpienia 18-latka z Polski była faworytką spotkania z siedem lat starszą rywalką. Jako, że grała ona jednak w roli „gospodyni” i mogła się czuć w Nowym Jorku trochę pewniej, trzeba było być ostrożnym w przedmeczowych przewidywaniach.

 

I to zdawał się potwierdzać pierwszy gem spotkania. Mimo, że Polka serwowała, przegrała w nim wszystkie punkty. W kolejnym przegrywała już 0:30, a wtedy zaczęła szaleńczą pogoń i doprowadziła do gry na przewagi. Ta trwała bardzo długo. Czterokrotnie szansę zakończenia go zwycięstwem miała Vickery, ale to Świątek siódmy (!) break point w gemie zamieniła na wygrany punkt i wyrównała stan seta. Na tym emocje związane z przełamaniami na jakiś czas się skończyły. Kolejne cztery gemy, choć nie bez kłopotów, wygrywały serwujące. Przy stanie 3:3 kłopoty zaczęła mieć Iga – dwa podwójne błędy w jednym gemie ułatwiły robotę Vickery, która przełamała Polkę. Było to o tyle problematyczne, że czasu na to, by odrobić tę stratę, było dużo mniej, niż przy pierwszej takiej sytuacji. Błyskawicznie udało się to jednak zrobić. Gem na 4:4 Świątek pewnie wygrała do 30 i można było powoli przechodzić do decydujących piłek pierwszego seta. Najpierw Iga wygrała gema do 0, potem przegrywała już przy serwisie rywalki 15:40, ale powalczyła, miała nawet trzy piłki setowe, jednak żadna nie padła jej łupem i Amerykanka doprowadziła do stanu 5:5. Kolejne dwa gemy już bez problemów przebiegły pod dyktando serwujących, przez co obie tenisistki czekał tie-break. W nim kapitalny początek zaliczyła Świątek – wygrała w nim pierwsze 5 punktów, zdecydowanie dominując na korcie. Niestety, potem obudziła się Amerykanka, pomogły błędy Igi i najpierw Vickery doprowadziła do remisu, po czym… wygrała dwa kolejne punkty i zakończyła tie-breaka wynikiem 7:5. Takie zakończenie nie mogło mieć miejsca, a jednak… miało.

 

W drugim secie tenisistki zdołały rozegrać zaledwie dwa punkty, swoją drogą wygrane przez Polkę, zanim spotkanie zostało przerwane z powodu deszczu. Na kort powróciły dopiero kolejnego dnia. Pierwszego gema w tej partii udanie dokończyła Świątek, przełamując rywalkę. Z przewagi nie zdążyła sie jednak nacieszyć, bo po chwili Amerykanka doprowadziła do wyrównania. Vickery miała nawet w kolejnym gemie serwisowym naszej reprezentantki okazję do wyjścia na prowadzenie 3:2 na szczęście nasza zawodniczka się wybroniła. Był to pewien przełom w tej partii, bo Świątek od tego momentu przejęła inicjatywę i do końca seta oddała rywalce już tylko jednego gema.

 

Decydująca odsłona meczu rozpoczęła się od breaka na korzyść reprezentantki gospodarzy. Set ten stał na nieco wyższym poziomie niż bardzo przeciętna druga partia, ale Polka grała niestety bardzo nierówno. Świetne zagrania przeplatała bardzo prostymi błędami. Vickery natomiast świetnie spisywała się w obronie. Mimo wszystko po długim szóstym gemie Świątek doprowadziła do wyrównania. Od tego momentu więcej niż wcześniej myliła się też Amerykanka. Serwując "po życie" przy stanie 4:5 tenisistka grająca z "dziką kartą" nie wytrzymała presji. W efekcie 6:4 seta wygrała Świątek i w sobotę zmierzy się z Wiktorią Azarenką. Łatwo nie będzie, bo Białorusinka wraca do wysokiej formy. W minionym tygodniu triumfowała w turnieju Western & Southern Open.

 

Iga Świątek (POL) – Sachia Vickery (USA, WC) 6:7(5), 6:3, 6:4