US Open: Hubert Hurkacz w ll rundzie!
Paweł Rychter

US Open: Hubert Hurkacz w ll rundzie!

  • Dodał: Agnieszka Nowak
  • Data publikacji: 31.08.2020, 22:11

Hubert Hurkacz pokonał w l rundzie wielkoszlemowego US Open Niemca Petera Gojowczyka 6:3, 6:4, 6:4. Spotkanie było bardzo wyrównane, a obaj tenisiści mieli swoje lepsze i gorsze momenty. Koniec końców to Polak zameldował się w kolejnej rundzie, w której zagra z Alejandro Davidovichem Fokiną z Hiszpanii.

 

Choć Polak był faworytem pojedynku z szóstą „rakietą" Niemiec, nie spisywał się on ostatnio najlepiej. W poprzedzającym US Open turnieju w Nowym Jorku przegrał już w l rundzie. Lepszy od 23-latka z Wrocławia okazał się jego deblowy partner John Isner i pewnie zwyciężył 7:5, 6:4. Amerykański Wielki Szlem nie był mu natomiast nigdy po drodze. Na kortach Flushing Medows wystąpił po raz trzeci (nie licząc przeniesionego z Cincinnati właśnie na nie turnieju Western & Southern Open). Podczas swojego debiutu w 2018 roku odpadł w ll rundzie gładko pokonany przez Marina Cilicia. Rok później miał znacznie większe aspiracje – wygrał bowiem wcześniejsze zawody w Winston-Salem. Odpadł jednak już po pierwszym meczu – pięciosetowym boju z Jeremym Chardym. Fakt, że młody Polak nigdy nie miał szczęśliwego losowania. Tym razem mogło być inaczej . Po drugiej stronie siatki stanął bowiem 31-letni Peter Gojowczyk.
127. w rankingu Niemiec „zawdzięcza" swoją obecność w Nowym Jorku pandemii korona wirusa, która przyczyniła się do rezygnacji z występu wielu zawodników. Organizatorzy zdecydowali się wówczas odwołać eliminacje do turnieju głównego. Gojowczyk ostatnie zwycięstwo odniósł natomiast... w l rundzie Australian Open.

 

Na początku spotkania ogromną przewagę miał Hurkacz. Rozstawiony z numerem 24. Polak świetnie serwował i wygrywał większość dłuższych wymian. Jego ataki były przemyślane i dokładne a return agresywny, sprawiający rywalowi duże problemy. Niemiec natomiast uderzał niepewnie i popełniał wiele niewymuszonych błędów. W efekcie „Hubi" przełamał przeciwnika dwukrotnie i objął prowadzenie 4:0. Od tej pory gra obu tenisistów zaczęła falować. Wrocławianin wyraźnie nazbyt się rozluźnił. Przestał funkcjonować jego pierwszy serwis, a sam Hubert mylił się w kluczowych momentach. Gojowczyk złapał wiatr w żagle i wykorzystał słabszą dyspozycję Polaka. W konsekwencji Polak stracił dwa podania i z jego przewagi prawie nic nie zostało. Na szczęście dla niego samego Niemiec także grał nierówno. W kolejnym gemie popełnił podwójny błąd serwisowy i wyrzucił kilka piłek na aut. To dało „Hubiemu" trzeciego break-pointa, którego skrzętnie wykorzystał. W końcówce wrocławianin był bardzo skoncentrowany i nie pozwolił Niemcowi ponownie odrobić strat. Ostatecznie 23-latek wygrał 6:3 i objął prowadzenie 1:0 w setach.

 

Druga odsłona także była bardzo zacięta. Przy wyniku 3:2 dla Gojowczyka Hubert zaczął mieć problemy z pierwszym serwisem. Niemiec wydawał się natomiast pewniejszy i dyktował tempo wymian. Dzięki temu miał dwie okazje by przełamać Polaka. Podanie 23-latka wróciło jednak ze zdwojoną siłą i pomogło wybrnąć z trudnej sytuacji. Hubert obronił własnego gema i próbował ugrać coś więcej przy podaniu rywala. Doświadczony 31-latek wytrzymał jednak napięcie i tablica wyników ponownie wskazała remis – 4:4. Kiedy wydawało się, że wszystko zmierza do tie-break'a, Hubertowi udało się przełamać Niemca na 5:4. Choć Niemiec do samego końca walczył o podanie wrocławianina, nie był wstanie przeciwstawić się mocnym i precyzyjnym uderzeniom Polaka. Ostatecznie więc Hubert wygrał 6:4 i powiększył prowadzenie w meczu.

 

Ostatnia partia stała na równie wysokim poziomie. Obaj tenisiści solidarnie wygrywali własne gemy serwisowe i popełniali niewiele błędów. Kibice mogli momentami oglądać naprawdę efektowny tenis. Pierwsze i jedyne przełamanie miało miejsce dopiero w dziewiątym gemie. Hubert przyspieszył wymiany i grał agresywniej. Ryzyko się opłaciło i Polak przełamał rywala. W końcówce bez problemów wygrał własny serwis, a tym samym całe spotkanie 6:4.

 

Hubert Hurkacz – Peter Gojowczyk 3:0 (6:3, 6:4, 6:4)