Co by było gdyby nie COVID-19 (16) - 9 sierpnia
Tokyo 2020

Co by było gdyby nie COVID-19 (16) - 9 sierpnia

  • Dodał: Bartosz Szafran
  • Data publikacji: 09.08.2020, 09:55

To miał być ostatni dzień igrzysk. Mieliśmy żegnać się z pięknym, gościnnym Tokio. Z jednej strony radośni, ale z drugiej smutni, wszak kolejne igrzyska miały się odbyć dopiero za cztery lata. Koronarwirus zmienił wszystko. Igrzyska w Tokio odbędą się (oby!) za rok, a czas oczekiwania na igrzyska paryskie będzie krótszy.

 

Zmagania ostatniego olimpijskiego dnia zacząć się miały jeszcze w sobotę, bo o 23:00 na trasę ruszyć mieli maratończycy. W niej, jeśli w ogóle by wystąpili, Polacy medalowej roli by nie odegrali, nie mamy co do tego najmniejszych złudzeń. Tu medale rozdzieliłaby Afryka. W dyscyplinach zespołowych rozegrane miały zostać mecze medalowe koszykarek, piłkarek ręcznych, siatkarek i waterpolistów. Tu z całą pewnością swoich przedstawicielek byśmy nie mieli.

 

W kolarstwie torowym planowano trzy finały - w omnium i sprincie kobiet oraz keirinie mężczyzn. Czysto teoretycznie tu mogliśmy się doczekać medalowej zdobyczy (chyba najbardziej w torowym wieloboju), ale w praktyce było to mało realne. Inaczej zapewne będzie za cztery lata, kiedy nie tylko jednostki, ale całe polskie kolarstwo torowe będzie na bardzo wysokim poziomie - przemawiają za tym liczne zdobycze medalowe w imprezach mistrzowskich juniorów i młodzieżowców.

 

O medale walczyć mieli też pięcioboiści, ale i tu na medale szanse były mizerne w polskim wykonaniu. Jakkolwiek Łukasz Gutkowski ma potencjał na bardzo poważne pięciobojowe sukcesy, to w Tokio byłoby na nie jeszcze chyba za wcześnie.  Nie było też szans na polski medal w wieloboju gimnastyczek artystycznych.

 

Tak więc 9 sierpnia miało być już dla nas w zasadzie dniem "poolimpijskim". Jak ktoś lubi uroczystości otwarcia i zakończenia, to miałby okazję przy niedzielnym obiedzie popatrzeć jak to wygląda "po japońsku". Inni mieli się szykować do życia po "życiu tokijskim".

 

KRÓTKIE PODSUMOWANIE

 

Przez ostatnie dwa tygodnie codziennie opisywałem co nas ominęło przez pandemię COVID-19. Patrząc na to co się dzieje na świecie nie można wykluczyć, że za rok przyjdzie nam jedynie powtórzyć ten cykl. Obym się mylił, ale trzeba brać to pod uwagę i swoim zakresie strać się zmniejszać rozmiary pandemii. Wszyscy doskonale wiemy jak to robić, musimy tylko chcieć, nie słuchać idiotów, głoszących różne mało śmieszne teorie. Jestem sportowym pismakiem, ale przede wszystkim lekarzem, który w ostatnich miesiącach spędził wiele godzin wśród chorych zakażonych coronavirusem. I zapewniam Was, on jest, niekiedy zabija, w wielu przypadkach da odległe konsekwencje, których jeszcze nie znamy. Jeśli chcemy cieszyć się normalnością, tą olimpijską za rok i taką najzwyczajniejszą, domową za miesiąc i dwa musimy to przyjąć do wiadomości.

 

W swoim cyklu wiele pisałem o medalowych szansach i nadziejach Polaków. Zliczając wyszło mi, że nasi sportowcy są w gronie kandydatów do medali w około 35-40 konkurencjach. Doświadczenie uczy, że wykorzystuje się mniej więcej co trzecią szansę, więc wychodzi około 12-13 medali, co byłoby powtórzeniem wyników z Aten, Pekinu, Londynu i Rio de Janeiro (w przybliżeniu). Pozostaję jednak w nadziei, że tych medali byłoby i będzie za rok ciut więcej - choćby 18.

 

To tyle w naszym cyklu.

Bartosz Szafran

Od wielu wielu lat związany ze sportem czynnie jako biegający, zawodowo jako sędzia i medyk oraz hobbystycznie jako piszący wcześniej na ig24, teraz tu. Ponadto wielbiciel dobrych książek, który spróbuje sił w pisaniu o czytaniu.