Co by było gdyby nie COVID-19 (10) - 3 sierpnia
fot. Polski Związek Kajakowy

Co by było gdyby nie COVID-19 (10) - 3 sierpnia

  • Dodał: Bartosz Szafran
  • Data publikacji: 03.08.2020, 10:08

Gdyby nie pandemia COVID-19 w nocy z niedzieli na poniedziałek wchodzilibyśmy w ostatni tydzień igrzysk. Miał on nam przynieść wiele emocji - głównie lekkoatletycznych, ale także kajakarskich, siatkarskich i kolarskich. Co by się zatem działo, gdyby nie epidemia. Zapraszamy do lektury kolejnego odcinka naszego cyklu.

 

W poniedziałek zawody miały się zacząć ciut później niż w poprzednich dniach, bo dopiero o 2:00, ale za to od mocnego uderzenia dla polskich kibiców, mianowicie od eliminacji rzutu młotem mężczyzn. Pytania podstawowe, które byśmy sobie zadawali brzmiałoby: czy Paweł Fajdek awansuje wreszcie do olimpijskiego finału? Mówią że "do trzech razy sztuka" i nasz multimedalista imprez mistrzowskich musiałby w to powiedzenie wierzyć, a może przede wszystkim zyskać wiarę, że olimpijski medal jest i dla niego. Oczywiście liczylibyśmy też na awans Wojciecha Nowickiego, który przecież broni brązu wywalczonego w Rio de Janeiro. Na Stadionie Olimpijskim w sesji porannej miały odbyć się dwa finały. W skoku w dal mężczyzn Polacy na razie minimum nie wypełnili, a o medalu raczej nie mieli co marzyć. Na 110 metrów przez płotki wystartują dwie Polki, ale tu też o awans do czołowej ósemki będzie szalenie ciężko. Ponadto odbyć się miały eliminacje kobiecego biegu na 1500 metrów (Sofia Ennaoui) i 200 metrów pań (chyba bez Polek).

 

Sesja wieczorna też obyć się miała bez polskich szans medalowych - w dysku kobiet, 3000 metrach z przeszkodami mężczyzn i 5000 metrach kobiet szans na podium raczej nie mieliśmy. Prócz tego organizatorzy planowali eliminacje skoku o tyczce kobiet (raczej na pewno bez Polek) oraz półfinały 200 metrów kobiet, 400 metrów mężczyzn (miejmy nadzieję że z awansem któregoś z naszych reprezentantów) i 400 metrów przez plotki kobiet.

 

Po kilku dniach przerwy mieliśmy dziś powrócić na Sea Forest Waterway, gdzie tym razem do rywalizacji przystępowaliby kajakarki, kajakarze, kanadyjki (specjalistki od pływania w kanadyjkach miały zadebiutować na igrzyskach) i kanadyjkarze. Historia startów Polaków w kajakarstwie na igrzyskach olimpijskich ma dualny charakter. Z jednej strony jest to dyscyplina, która przyniosła nam aż 20 medali - więcej Polacy zdobyli tylko w lekkoatletyce, boksie, ciężarach, zapasach i szermierce. Z drugiej strony prawie zawsze starty polskich speców od krótszych wioseł pozostawiały niedosyt. Prawie zawsze Polacy jechali na igrzyska w roli faworytów do licznych medali, w tym tych z najcenniejszego kruszcu. Olimpijskiego złota dotąd nie udało się im wywalczyć (tylko 7 medali srebrnych i 13 brązowych), a i liczba krążków się nie zgadzała. Bywało za to mnóstwo czwartych i piątych miejsc. A przecież z poprzedzających igrzyska zawodów mistrzowskich ci sami zawodnicy wywozili worki medali i to także tych najcenniejszych. Ta historia powtarza się co cztery lata od kiedy świadomie śledzę igrzyska, a trwa to już, wstyd przyznać, 35 lat. Zawsze też do oglądania tej dyscypliny na igrzyskach podchodzę z nadzieją, że tym razem będzie inaczej. W 2019 Polacy przywieźli z mistrzostw świata cztery medale - trzy srebra (Tomasz Kaczor C1 1000 m; Marta Walczykiewicz K1 200 m oraz Karolina Naja i Anna Puławska w K2 500 m) oraz jeden brąz (kajakaowa czwórka pań na 500 m). Rok wcześniej były tylko dwa medale w konkurencjach olimpijskich. Może więc ta tendencja miała się w Tokio odwrócić? Może doczekalibyśmy się wreszcie złota i worka medali? W pierwszym dniu rywalizacji w Tokio rozegrane miały być eliminacje i ćwierćfinały w K1 200 metrów kobiet, C2 1000 metrów mężczyzn, K1 1000 metrów mężczyzn i K2 500 metrów kobiet. W momencie przeniesienia igrzysk pewni byliśmy kwalifikacji trzech osad, liczyliśmy, że i kajakarzowi uda się sztuka dołączenia do reprezentacji olimpijskiej. Zadanie na dziś było proste - awansować bez kłopotu do półfinałów.

 

Z nowym tygodniem ruszać miała też rywalizacja w kolarstwie torowym. W ostatnich latach reprezentanci Polski coraz śmielej poczynają sobie na światowych welodromach, przywożą medale z zawodów Pucharu Świata i imprez mistrzowskich. Garściami biorą krążki nasi młodzi zawodnicy na imprezach juniorskich i młodzieżowych. Czy to już czas na to, by takie medalowe osiągnięcia pojawiły się i na olimpijskim torze? Bardzo tego chcieliśmy, ale łatwo nie miało być. Mistrzostwa świata w ostatnich latach pokazały, że Polacy są w czołówce wielu konkurencji, ale czołówce rozumianej dość szeroko, jako kandydatów do miejsc punktowanych na igrzyskach. Mowa tu oczywiście o Szymonie Sajnoku, Mateuszu Rudyku, Darii Pikulik, Krzysztofie Makselu, drużynie sprinterów. Polacy zdobyli mnóstwo kwalifikacji i wiadomo było, że rywalizacja w tej dyscyplinie przyciągnie naszą uwagę W pierwszym dniu rywalizacji na Izu Velodrome planowano jeden finał - sprintu drużynowego kobiet i tu raczej na medal liczyć nie mogliśmy. Eliminacje odbyć się miały w wyścigu drużynowym kobiet i mężczyzn - tu nasi kolarze mieli zaznaczyć swoją obecność awansem do kolejnej fazy konkurencji. Zmagania torowców miały rozpocząć się o 8:30 polskiego czasu.

 

O 10:00 polskiego czasu zacząć się miała ostatnia odsłona WKKW. W Equestrian Park rozegrany zostałby konkurs skoków, który zadecydowałby ostatecznie o rozdziale medali w konkurencji indywidualnej i drużynowej. Przypomnijmy, że w Tokio zobaczyć mieliśmy naszą drużynę. Oczywiście o medalach tu raczej mowy nie mogło być, ale o miejsce w czołowej dziesiątce nasi jeźdźcy byli w stanie zapewne powalczyć. Byłoby na co popatrzeć, bo WKKW to piękna, z wielkimi tradycjami konkurencja, przynosząca wiele wspaniałych emocji.

 

W siatkówce plażowej rozegrane miały być mecze 1/8 finału. Grzegorz Fijałek i Michal Bryl obecnie zajmują pozycję liderów światowego rankingu, byliby zatem z urzędu jednymi z faworytów do końcowego triumfu w Tokio. Para ta ma potencjał nawet na coś więcej niż ćwierćfinał igrzysk, ale potrzebuje łutu szczęścia (i na boisku i w losowaniu), by marzenia o odegraniu znaczącej roli w olimpijskim turnieju zamieniły się w rzeczywistość. Czy na igrzyskach grałyby jeszcze inne polskie pary trudno powiedzieć, gdy przerywano kwalifikacje tylko wspomniana dwójka w zasadzie mogła pakować walizki na wyjazd do Japonii.

 

Pierwsze medale rozdane miały być na zapaśniczej macie, kolejne komplety krążków dostać się miały w ręce specjalistów podnoszenia ciężarów. Jak pisałem w poprzednich odcinkach cyklu dobre wyniki Polaków w tych dyscyplinach byłyby miłą niespodzianką, ale na zbyt wiele nie mogliśmy liczyć. W badmintonie czekały nas medalowe mecze w singlu mężczyzn (oczywiście bez Polaków) i deblu kobiet. Przy pingpongowym stole turniej drużynowy miał wkroczyć w fazie 1/8 finału - czy Polki wciąż byłyby w stawce walczących o medale? Trudno powiedzieć. W dyscyplinach zespołowych mielibyśmy dzień "kobiecy", więc raczej bez polskich emocji, ale na pewno warto byłoby zajrzeć do hal i na boiska.

 

Zawody sportowe miały trwać w sumie od 2:00 do około 16, blisko 14 godzin sportu na najwyższym poziomie. Ich plan wyglądał DOKŁADNIE TAK. Identycznie będzie to wyglądało w czwartek 2 sierpnia 2021, bo program igrzysk, jak już pisaliśmy codziennie, przesunięty został bez większych zmian w poszczególnych sesjach o dokładnie 52 tygodnie.

Bartosz Szafran

Od wielu wielu lat związany ze sportem czynnie jako biegający, zawodowo jako sędzia i medyk oraz hobbystycznie jako piszący wcześniej na ig24, teraz tu. Ponadto wielbiciel dobrych książek, który spróbuje sił w pisaniu o czytaniu.