Co by było gdyby nie COVID-19 (6) - 30 lipca
http://www.wp2018bcn.com

Co by było gdyby nie COVID-19 (6) - 30 lipca

  • Dodał: Bartosz Szafran
  • Data publikacji: 30.07.2020, 09:06

Po dwóch bardzo intensywnych dniach dla polskich kibiców 30 lipca miał przyjść moment oddechu. Czwartkowy program igrzysk nie przewidywał finałów, w których Polacy mieliby odgrywać czołowe role. Może byłaby to okazja do pooglądania dyscyplin, które na telewizyjnych ekranach goszczą rzadko, "od olimpijskiego święta". Co zatem oferowali organizatorzy igrzysk? zapraszam do lektury kolejnego odcinka cyklu.

 

Kapitalną dyscypliną, która z różnych powodów nie należy w Polsce do "mainstreamowych", a w wielu innych krajach przyciąga rzesze kibiców, jest badminton. Gra ta na światowym poziomie nie przypomina polskiej "kometki", jest niesamowicie szybka, z mnóstwem zmiennych sytuacji, porywających wymian. Od graczy wymaga niezwykle wszechstronnego przygotowana - wytrzymałości, sprawności gimnastycznej, siły, refleksu, perfekcyjnej techniki. Dominują w niej od lat Azjaci, zwłaszcza Chińczycy, w ostatnich latach bardzo mocno swoją obecność w światowej czołówce zaznaczyli gospodarze igrzysk. Polacy przez wiele lat należeli do europejskiej czołówki, zwłaszcza miksty i deble, przecież Robert Mateusiak i Nadia Zięba trzy razy z rzędu grali w ćwierćfinale igrzysk, w Londynie byli dosłownie o punkt od półfinału. Po odejściu ich pokolenia, do którego należeli między innymi Michał Łogosz, czy Przemysław Wacha w polskim badmintonie pojawiła się pokoleniowa dziura. Zdolni juniorzy jak Wiktoria Dąbczyńska, Ola Goszczyńska, Paweł Śmiłowski zostali przez trenerów w młodych latach "zajechani" i teraz nie są w stanie nawiązać walki z rówieśnikami nawet z europejskiej konkurencji. Działania Polskiego Związku Badmintona, zwłaszcza obecnego prezesa skoncentrowane są na własnych potrzebach i partykularnych interesach, z dobrem badmintona mają tyle wspólnego co Robert Lewandowski z piłką wodną. Efekt jest taki, że na igrzyskach może zobaczylibyśmy wspomnianą Dąbczyńską, która w poszukiwaniu punktów do rankingu objeździła dosłownie cały świat - od Afryki, przez Bliski Wschód po Amerykę Południową, a i tak kwalifikacji nie była pewna, gdy wszystkie turnieje kwalifikacyjne zostały odwołane/przeniesione. W efekcie dziś moglibyśmy oglądać mecze półfinałowe w mikście, ćwierćfinałowe w deblu i 1/8 finału w singlu. Polaków w nich byśmy nie zobaczyli. Tak czy owak, warto by było zajrzeć do Musashino Forest Sport Plaza, bo badminton w najlepszym wykonaniu to sport absolutnie porywający.

 

Inną dyscypliną, mającą w Polsce spore tradycje, sięgające przecież olimpijskich medali jest łucznictwo. Sport mniej dynamiczny niż badminton, ale przecież też bardzo ciekawy. Forma, w którym obecnie rozgrywane są zawody łucznicze, a więc bezpośrednie pojedynki "jeden na jeden" (poprzedzone rundą rankingową, kiedy "wszyscy strzelają na raz") sprawiają, że można się tą dyscypliną naprawdę mocno emocjonować. Wspomniane medalowe tradycje polskiego łucznictwa to już przeszłość, teraźniejszość wygląda szaro i ponuro, na tyle, że najprawdopodobniej chcąc dziś popatrzeć na zmagania łuczniczek i łuczników na pewno nie zobaczylibyśmy Polaków. Teoretyczne szanse na kwalifikacje jeszcze tam jakieś były, ale raczej iluzoryczne. Podobnie jak w badmintonie wina za taki stan rzeczy leży w ogromnej mierze po stronie działaczy sportowych, włodarzy krajowego związku i władz polskiego sportu, która biernie przyglądała się i przygląda niszczeniu tego pięknego, klasycznego sportu. Dziś w Yumenoshima Park rozgrywane miały być mecze 1/32 i 1/16 finału turniejów indywidualnych pań i panów. W rolach głównych oglądalibyśmy zapewne reprezentantów Korei.

 

Z dyscyplin zespołowych może znaleźlibyśmy dziś czas na popatrzenie na mecze na przykład w hokeju na trawie. To też bardzo szybka dyscyplina, z częstą zmianą sytuacji na boisku. Niektóre przepisy dyscypliny są dla "niedzielnego" kibica nieco zagmatwane, ale po krótkim internetowym kursie wiele rzeczy staje się bardziej zrozumiałych. Poza tym wśród hokeistek są naprawdę śliczne panie, które niejednokrotnie wygrywały nieoficjalne konkursy na miss igrzysk. Proszę mi wybaczyć, jeśli zabrzmiało to seksistowsko, ale przystojni sportowcy i piękne sportsmenki także stanowią o pięknie sportu. Ja osobiście czasami, nie tylko w czasie igrzysk, lubię popatrzeć na zmagania waterpolistów i waterpolistek. Może nie jest to najszybsza z dyscyplin zespołowych, Polacy praktycznie w światowej hierarchii nie istnieją, ale mecze najlepszych nacji potrafią być naprawdę emocjonujące.

 

Co nas czekało jeśli chodzi o rozstrzygnięcia medalowe. Cztery finały wioślarskie - w dwójkach bez sternika i dwójkach podwójnych wagi lekkiej obu płci. Tu po medalowym żniwie poprzednich dwóch dni nie mogliśmy specjalnie liczyć na podium naszych osad. Kiedy przenoszono igrzyska kwalifikację na Tokio miała tylko męska dwójka podwójna, a jej celem było przede wszystkim wejście do finału A, o co mogło nie być łatwo. Na Sea Forest Waterway spoglądalibyśmy dziś z mniejszymi emocjami, de facto czekając, kiedy ten pięknie położony akwen we władanie obejmą kajakarze.

 

Na szermierczych planszach rywalizować miały drużyny florecistek. Niegdyś to była czołowa broń polskiej szermierki, Polki sięgały po medale mistrzostw świata i igrzysk - i drużynowo i indywidualnie. Nie tak dawne to czasy, a dziś na ten turniej patrzylibyśmy bez emocji. Nasza drużyna przegrała kwalifikacje, o włos co prawda, ale w Tokio by o dobre miejsca nie powalczyła.

 

Na olimpijskiej pływalni na czwartek zaplanowane było pięć finałów: 800 metrów dowolnym mężczyzn, 200 metrów klasycznym mężczyzn, 100 metrów dowolnym mężczyzn, 200 metrów dowolnym kobiet oraz sztafetę 4x200 dowolnym kobiet. Na moment odwołania igrzysk Polki kwalifikację miały jedynie w tej ostatniej konkurencji, ale udział w wyścigu finałowym byłby miłą i sporą niespodzianką. W tej samej sesji półfinały 200 metrów popłyną grzbieciści, wśród nich zapewne zobaczylibyśmy Radosława Kawęckiego, skutecznie walczącego o czołową ósemkę, a potem może i o medal. Eliminacje kolejnych czterech konkurencji, w tym debiutującej na igrzyskach sztafety mieszanej, zobaczylibyśmy w sesji wieczornej.

 

Turniej tenisowy wchodziłby w rozstrzygającą fazę. Na dziś planowano ćwierćfinały miksta i singla mężczyzn oraz półfinały debla kobiet. Czy zobaczylibyśmy w nich Polaków? Ciężko powiedzieć, bo turnieje olimpijskie są bardzo różnie traktowane przez zawodników i rządzą się swoimi prawami. Na żeglarskim akwenie odbyłyby się zapewne kolejne wyścigi między innymi w bardzo interesujących nas klasach RS:X, 470 i Laser Radial. Na tatami czekałaby nas rywalizacja w wagach do 78 i 100 kg. Na start w tej pierwszej miała Beata Pacut, ale trudno powiedzieć, czy byłaby w stanie odegrać istotną rolę. Kolejne mecze czekałyby siatkarki i siatkarzy plażowych. Warto byłoby popatrzeć na decydujące gry w singlach tenisistek i tenisistów stołowych. Zapewne bez Polaków, ale na pewno bardzo interesujące.

 

Nie doczekalibyśmy się zapewne medali w wykonaniu Polaków. Przed "złotym weekendem" trochę oddechu by się nam przydało. Zawody sportowe miały trwać w sumie od 1:30 do około 16. Ich plan wyglądał DOKŁADNIE TAK. Identycznie będzie to wyglądało w czwartek 29 lipca 2021, bo program igrzysk, jak już pisaliśmy kilka razy, przesunięty został bez większych zmian w poszczególnych sesjach o dokładnie 52 tygodnie.

 

Bartosz Szafran

Od wielu wielu lat związany ze sportem czynnie jako biegający, zawodowo jako sędzia i medyk oraz hobbystycznie jako piszący wcześniej na ig24, teraz tu. Ponadto wielbiciel dobrych książek, który spróbuje sił w pisaniu o czytaniu.