Co by było gdyby nie COVID-19 (1) - 25 lipca
Tokyo 2020

Co by było gdyby nie COVID-19 (1) - 25 lipca

  • Dodał: Bartosz Szafran
  • Data publikacji: 25.07.2020, 09:47

Gdyby nie pandemia COVID-19 już dziś bylibyśmy po zarwanej olimpijskiej nocy. Być może radowalibyśmy się z pierwszego krążka w polskim dorobku. Niestety na te emocje musimy poczekać dokładnie 52 tygodnie. By ten czas umilić zapraszamy do lektury naszego cyklu, w którym przybliżymy, czym żylibyśmy, gdyby nie pandemia.

 

Na marginesie warto podkreślić, że ten cykl można by również śmiało zatytułować "co nas czeka za rok", bo program poszczególnych sesji decyzją MKOl w zasadzie nie uległ zmianie. To co miało być rozegrane w pierwszy olimpijski poranek, odbędzie się (miejmy nadzieję) 24 lipca 2020 roku. Tak więc zapraszamy, codziennie aż do 8 sierpnia.

 

W sobotę bylibyśmy już po pierwszych emocjach, bo sportowa rywalizacja zaczęłaby się już w środę, 22 lipca. Graliby piłkarze, piłkarki i specjalistki od softballu. W piątek w nocy, jeszcze przed Uroczystością Otwarcia, która miała rozpocząć się o 13:00 naszego czasu, do rywalizacji mieli przystąpić wioślarze i łucznicy. Na Sea Forest Waterway miały być rozegrane wyścigi eliminacyjne w sześciu konkurencjach - jedynkach, dwójkach podwójnych i czwórkach podwójnych mężczyzn i kobiet. Kwalifikacje olimpijskie nie były jeszcze zakończone w momencie przeniesienia igrzysk, ale startu obu czwórek podwójnych i dwójki podwójnej mężczyzn mogliśmy być (i dalej jesteśmy) pewni. Mało tego, wierzylibyśmy w bardzo dobry start tych trzech osad, wszak z ubiegłorocznych mistrzostw świata przywiozły one medale - czwórki srebrne (Agnieszka Kobus-Zawojska, Marta Wieliczko, Maria Springwald, Katarzyna Zillmann oraz Dominik Czaja, Wiktor Chabel, Szymon Pośnik, Fabian Barański) a dwójka brązowy (Mirosław Ziętarski i Mateusz Biskup). Powtórka w Tokio dość realna, jednak najpierw trzeba by było przebrnąć eliminacje. Sobotnia wczesna noc też w dużej mierze wypełniona byłaby rywalizacją wioślarzy. Z polskich osad na pewno prezentowałyby się obie czwórki bez sternika (ta męska w glorii aktualnych mistrzów świata - Mateusz Wilangowski, Mikołaj Burda, Marcin Brzeziński i Michał Szpakowski) i męska dwójka podwójna wagi lekkiej. Jak widać rywalizacja na Sea Forest Waterway na pewno przyniosłaby nam sporo emocji.

 

Wioślarze w tę pierwszą olimpijską sobotę medalu bym nam jeszcze nie dali, ale kto wie, czy nie doczekalibyśmy się krążka na olimpijskiej planszy. Wszak rywalizować o medale miały szpadzistki, które smak medali imprez pucharowych i mistrzowskich znają doskonale, w każdym turnieju dziewczyny z ekipy Magdalena Piekarska, Ewa Trzebińska, Aleksandra Zamachowska, Renata Knapik-Miazga i Barbara Rutz należą do szerokiego grona faworytek do medali. W Tokio wystąpiłyby indywidualnie trzy i kto wie, może dałyby pierwszy medal całej ekipy w Japonii, pierwszy w szermierce od pamiętnego srebra drużyny szpadzistów w Pekinie. Walki miały się rozpocząć o 2:00, a zakończyć tuż przed południem.

 

Inną szansą medalową pierwszego dnia miał być indywidualny wyścig kolarski, który jak zawsze byłby loterią, ale loterią, w której polscy kolarze, podobnie jak cztery lata temu, mogli odgrywać kluczowe role. Wszak Rafał Majka broniłby olimpijskiego medalu, a Michał Kwiatkowski marzyłby o dorównaniu koledze i rywalowi zarazem. Szczególnie, że profil trasy w Tokio nieco przypomina ten, na którym kolarze walczyli w Rio de Janeiro. Z całą pewnością na trasę kolarskiego wyścigu w sobotni poranek zaglądalibyśmy bardzo często i ze sporymi nadziejami.

 

Solą igrzysk są oczywiście dyscypliny zespołowe. W kwietniu, kiedy igrzyska zostały przesunięte kwalifikację wywalczoną mieli siatkarze. I właśnie w sobotę 25 lipca o godzinie 12:40 mieli zagrać swój pierwszy mecz na igrzyskach. Rywale mieli być wyjątkowo niewygodni, bo Irańczycy. Polscy mistrzowie świata z tym rywalem niezbyt lubią grać i to nie dlatego, że z nimi jakoś regularnie przegrywają, ale z tego powodu, ze się z nimi wyjątkowo nie lubią. W meczach tych dwóch nacji często pod siatką iskrzy i jest mało przyjemnie. Może na otwarcie lepiej byłoby mieć łatwiejszego rywala, na przykład Wenezuelę czy Kanadę, ale jestem pewien, że z tego meczu Polacy wyszliby zwycięsko, otwierając drogę do tak długo przez polskich fanów siatkówki wyczekiwanego olimpijskiego krążka. Współcześni fanatycy siatkówki wiedzą jak to jest kibicować mistrzom świata, mistrzom Europy, ale doping na igrzyskach od wielu lat regularnie kończył się na ćwierćfinale. Jak by było w tym roku? Tego dowiemy się dopiero za 12 miesięcy.

 

W sobotę miał też ruszyć turniej nowej olimpijskiej dyscypliny, koszykówki 3x3.Nie wiemy, czy nasi koszykarze by w tym turnieju zagrali, ale mieli na to realne szanse. Dziś mieliby rozgrywać swoje pierwsze mecze na drodze do... medalu? Kto wie, na pewno należeliby do szerokiego grona kandydatów do olimpijskiego podium. Wśród kandydatów do medali byliby zapewne też siatkarze plażowi Grzegorz Fijałek i Michał Bryl, którzy nawet dziś przewodzą rankingowi FIVB. Dziś nasza utalentowana i utytułowana para rozegrałaby zapewne swój pierwszy mecz grupowy.

 

W sobotę medale miały być rozdane w najlżejszych kategoriach wagowych w taekwondo, judo i podnoszeniu ciężarów. W tych wagach reprezentanci Polski na zbyt wiele liczyć nie mogli, w kategoriach sukcesu traktować trzeba było zdobycie olimpijskich przepustek. No może w ciężarach w wadze do 49 kilogramów Agnieszka Zacharek byłaby w stanie powalczyć o miejsce w czołowej ósemce, ale o medal raczej nie.

 

W sobotę rywalizacja miała się zacząć jeszcze w kilku dyscyplinach indywidualnych - tenisie, tenisie stołowym, gimnastyce sportowej oraz zespołowych - piłce wodnej, hokeju na trawie, piłce ręcznej. W sportach rakietkowych być może zobaczylibyśmy naszych reprezentantów, wszak w momencie przerwania olimpijskich kwalifikacji start w Tokio miały zapewniony dwie nasze pingpongistki oraz kilkoro tenisistów i tenisistek. W pozostałych wspomnianych dyscyplinach rywalizacja obyłaby się bez Polaków. W pływaniu miała się odbyć pierwsza sesja eliminacyjna. W momencie przełożenia igrzysk pewni byliśmy tylko startu sztafety 4x100 metrów dowolnym kobiet, niemniej na igrzyskach rywalizacja na basenie zawsze przyciągała naszą uwagę, nie inaczej byłoby i dziś w samo południe.

 

Zawody sportowe miały trwać w sumie od 1:30 do około 16. Ich plan wyglądał DOKŁADNIE TAK. Identycznie będzie to wyglądało w sobotę 24 lipca.

Bartosz Szafran

Od wielu wielu lat związany ze sportem czynnie jako biegający, zawodowo jako sędzia i medyk oraz hobbystycznie jako piszący wcześniej na ig24, teraz tu. Ponadto wielbiciel dobrych książek, który spróbuje sił w pisaniu o czytaniu.