1, 2, 3 pytasz Ty [część 3]... Odpowiada Olga Michałkiewicz
Fot. Julia Kowacic

1, 2, 3 pytasz Ty [część 3]... Odpowiada Olga Michałkiewicz

  • Dodał: Dawid Lis
  • Data publikacji: 06.05.2020, 09:48

Kolejnym gościem cyklu "1, 2, 3... pytasz Ty" była Olga Michałkiewicz, wioślarka gorzowskiego AZS AWF i reprezentantka Polski. Nie zabrakło pytań o kwarantannę, marzenia, a także plany na najbliższą przyszłość, bo już za kilka dni zawodnicy ponownie rozpoczną treningi na wodzie. Zapraszamy do lektury wywiadu!

Co sprawiło, że uprawiasz akurat wioślarstwo?

Olga Michałkiewicz: Zaczęło się od taekwondo, które trenowałam przez sześć lat. Pewnego dnia w gimnazjum na korytarzu zatrzymał mnie mężczyzna, który przedstawił się jako Jacek Błoch i okazał się być trenerem ze Szkoły Mistrzostwa Sportowego w Wałczu. Zaproponował mi udział w testach sprawnościowych do tej szkoły. Okazało się, że na testach wypadłam bardzo dobrze. To wtedy pierwszy raz wsiadłam na ergometr i do łodzi wioślarskiej oraz podjęłam decyzję o rozpoczęciu nauki w tej szkole. Tak zaczęła się moja przygoda z wioślarstwem, która trwa do teraz.

Czy w przeszłości próbowałaś swoich sił w innych dyscyplinach?

Sport był zawsze w moim życiu. W szkole podstawowej i gimnazjum trenowałam różne dyscypliny jak koszykówka, siatkówka czy tenis stołowy. Na podwórku, poza szkołą była to piłka nożna ze starszym bratem. Wszystko dla ogólnego rozwoju. Jednak na poważnie przed wioślarstwem trenowałam taekwondo przez 6 lat.

Co czułaś po przepracowanej zimie, kiedy przyszły decyzje o odwołanym sezonie?

Przypomniałam sobie ostatnie naprawdę piekielnie ciężkie treningi na nartach biegowych. I to, że moje narty po bardzo trudnych warunkach w Jakuszycach nie przetrwają kolejnego sezonu, więc czeka mnie inwestycja. Jestem tym naprawdę podekscytowana, bo bardzo długo służył mi ten sprzęt. Teraz jestem ciekawa nowszych generacji. Mam nadzieję, że będą to inne prędkości.

Ze względu na koronawirusa masz zdecydowanie więcej czasu dla rodziny. Jak go spędzasz?

Ten czas doceniam szczególnie pod tym względem. Największym plusem pandemii był czas spędzony z bliskimi. Ponad miesiąc spędziłam z moimi siostrami i bratem, urządzając sobie taki mały camp w domu rodzinnym. Niestety, mój młodszy brat i rodzice spędzili ten czas za granicą, ponieważ pracują w Niemczech, a młodszy brat chodzi tam do szkoły. Bardzo nam brakowało pełnego składu. Humory poprawiał nam również mój przeuroczy pies Pepa, który niedługo zaczyna ze mną zgrupowania w Wałczu.

Czy kwarantanna była dla Ciebie czasem na nadrobienie zaległości w książkach, filmach, czy serialach? Może polecisz jakieś tytuły? A może nauczyłaś się czegoś nowego w kuchni?

Tak! W końcu zabrałam się za odkładane książki, które chciałam czytać dla przyjemności, takie jak seria Harry Potter. Nadrobiłam seriale, takie jak “Dom z papieru” czy “Sposób na morderstwo”, które gorąco polecam. Co do kuchni to nigdy nie mam na to czasu. Zawsze jesteśmy uzależnieni od miejsca pobytu i kuchni hotelowej, a teraz miałam pełną swobodę przygotowywania posiłków. Uwielbiam kuchnię tajską! Curry, mleczko kokosowe, imbir, krewetki, sos teriyaki... Ostatnio mogłam wiele czarować w kuchni. Nie wszystko wychodziło tak, jakbym chciała, ale bawiłam się przy tym świetnie. Miałam szczerych odbiorców. Siostry mnie nie oszczędzały i zawsze uczciwie oceniały moje wariacje w kuchni.

Czy przez ten okres dowiedziałaś się może czegoś nowego o sobie albo rodzinie?

Faktycznie miałam ostatnio sporo czasu na przemyślenie wielu spraw. Na razie moją najbliższą perspektywą są igrzyska olimpijskie w Tokio. Miałam chwile, aby przemyśleć jak wyobrażam sobie kolejne cztery lata. Mocno staram się ukierunkować swoje myśli i działania na to, co chcę osiągnąć w najbliższym czasie. Odkrywałam w sobie to, czego tak naprawdę chcę, bo jeszcze niedawno byłam trochę zagubiona. Teraz czuję, że znajduję w sobie coraz więcej siły i będę się rozpędzać.

Jak sobie radzisz bez możliwości treningów na wodzie? Co jest w tym czasie najtrudniejsze?

Bardzo tęsknie za treningami na wodzie. Zaczął się maj, a my nadal wiosłujemy na ergometrze. Coraz bardziej mnie odrzuca od tej maszyny. Wioślarze potocznie nazywają ergometr “tokarką”. Najtrudniejsze były dla mnie testy na ergometrze w warunkach domowych. Jednak okazało się, że nie było się czego bać, bo wypadły całkiem nieźle, a domownicy stworzyli mi atmosferę niczym na regatach.

Jak oceniasz swoją obecną formę?

Uważam, że te dwa miesiące przepracowałam bardzo dobrze, jak na treningi w warunkach domowych. Potwierdzają to wyniki testów, także cieszę się, że podtrzymałam tak ciężko wypracowaną formę.

Czy myślisz o tym jak wyglądają treningi rywalek albo jak wygląda ich forma? Czy skupiasz się jedynie na swojej pracy?

Skupiam się jedynie na swojej pracy. Wiem, że kompletnie nic mi nie da analiza tego co robią koleżanki z innych krajów. Nie chcę tracić na to energii. Wolę skoncentrować się na swoich danych i parametrach, które muszę codziennie poprawiać.

Czy przełożenie Igrzysk Olimpijskich daje plus w postaci dodatkowego roku na doskonalenie formy, czy może jest minusem tak dużym, że może zaburzyć dotychczasowy cykl przygotowań?

Uważam, że wszystko zależy od podejścia. Ja osobiście nie miałam planów związanych z zakończeniem kariery sportowej czy zmiany kierunku drogi zawodowej. Wykorzystam ten rok najlepiej jak będę umiała. Dołożę do obecnego poziomu sportowego jeszcze kilka procent i w 2021 roku będziemy gotowe na rywalizację o medale olimpijskie.

Jakie jest Twoje największe sportowe marzenie i cel?

Moim największym marzeniem sportowym jest zdobycie złotego medalu Igrzysk Olimpijskich.

Jaki dotychczasowy start w Twojej karierze był tym idealnym bądź bliskim ideału?

Mam na swoim koncie kilka naprawdę świetnych wyścigów, jednak najbardziej zbliżony do ideału był wyścig w Sarasocie w Stanach. Było to w 2017 roku, na czwórce bez sterniczki, gdzie zdobyłyśmy srebrny medal Mistrzostw Świata. Dodam, że w 2017 roku wsiadłam w czwórkę i skład od tamtej pory się nie zmienił. Wiosłowanie naszej czwórki od tamtego czasu wyglądało różnie. Wzloty i upadki. Jednak w tym roku w marcu udowodniłyśmy sobie, że od początku sezonu jesteśmy w stanie świetnie wiosłować. Teraz musimy wrócić do pływania i utrzymać tamtą koncentracje. Także czekamy aż zaczniemy się ścigać!

Czy istnieje coś takiego jak przesądy w wioślarstwie? Jeśli tak to prosimy o najciekawsze przykłady.

Nie spotkałam się z przesądami w wioślarstwie. Jedyne spotykane powiedzenie to życzenie “połamania wioseł”, ale to czy do łodzi wsiadamy prawą czy lewą nogą, myślę że nie ma większego znaczenia.

Wioślarze to jedni z pierwszych sportowców, którzy mogą wrócić do profesjonalnych treningów. W tym tygodniu będziecie mogli trenować w COS Wałcz. Jak odebrałaś tę wiadomość i jakie nadzieje wiążesz z treningami na wodzie?

Naprawdę wyczekiwałam aż Ministerstwo Sportu wyznaczy datę otwarcia COSów. Bardzo się ucieszyłam, że Wałcz jest już gotowy na przyjęcie sportowców i za chwilę wrócimy w nasz standardowy tryb przygotowań. Na początek jednak popływamy na małych typach łodzi. Jest to związane z zaostrzeniami, że w łodzi mogą przebywać ze sobą maksymalnie dwie osoby, więc czwórka jeszcze troszkę poczeka. Mimo wszystko, jestem bardzo podekscytowana tym, że będziemy pływać na jedynkach i dwójkach.

Czy czujesz się popularna i rozpoznawalna? I czy myślisz, że wioślarstwo staje się coraz bardziej popularną dyscypliną wśród mediów i młodych sportowców?

Nie czuję się rozpoznawalna. Wioślarstwo chyba nie jest zbyt medialną dyscypliną sportu, ale wiem, że stopniowo się to zmienia. Coraz więcej jest nas w mediach społecznościowych, a nasi sponsorzy coraz częściej dbają o to, żeby o naszych sukcesach było głośno w kraju.

Prowadzisz swoje konta w mediach społecznościowych. Jak w trakcie sezonu znajdujesz na to czas i motywację? Czy uważasz, że to lepsza forma kontaktu z kibicami i czy jest potrzebna?

Przede wszystkim jest to lepsza forma kontaktu z młodymi sportowcami, którzy sporo czasu spędzają w smartfonach i internecie. Chcę rzucać się w oczy młodym ludziom, który bawią się w sport i po cichu marzą o sukcesach. Uświadamiać ich, że nie ma rzeczy niemożliwych. Można trenować, doskonalić formę, doskonalić siebie, a jednocześnie zwiedzać świat, spełniać swoje marzenia i zarabiać na tym pieniądze. Skąd mam na to energię i motywację? Nie robię tego sama. Podjęłam profesjonalną współpracę i regularnie konsultuję jak działać w mediach społecznościowych.

Niedawno Karolina Naja zmieniła barwy klubowe. Czy Ty także przed igrzyskami odejdziesz z gorzowskiego AZS-u? Rozważasz taką opcję?

Owszem, był taki scenariusz. W styczniu 2020 r. miałam zmienić barwy klubowe, jednak po wielu rozmowach klub zapewnił mnie, że będzie mi dobrze w Gorzowie pod względem finansowym. Dlatego zrezygnowałam ze zmiany barw klubowych i zostałam w biało-zielonym AZSie.