Oskar Kwiatkowski: "Chciałbym zostać mistrzem olimpijskim i mistrzem świata" [wywiad]
fot. Oskar Kwiatkowski

Oskar Kwiatkowski: "Chciałbym zostać mistrzem olimpijskim i mistrzem świata" [wywiad]

  • Dodał: Kamil Karczmarek
  • Data publikacji: 13.06.2018, 12:02

Oskar Kwiatkowski jest jednym z największych talentów snowboardu alpejskiego na świecie. W wieku 21 lat zajął drugie miejsce w zawodach Pucharu Świata, pokonując mistrza olimpijskiego, od którego zbiera pochwały. Wcześniej Kwiatkowski zadebiutował z dobrym wynikiem na Igrzyskach Olimpijskich w Pjongczangu. Zapraszamy do lektury wywiadu z polskim snowboardzistą!

 

Kamil Karczmarek: Jak rozpoczęła się Twoja przygoda ze snowboardem?

 

Oskar Kwiatkowski: Kiedy miałem 6-7 lat, tata po raz pierwszy wypożyczył deskę snowboardową. Potem uczyłem się na niej jeździć, głównie metodą prób i błędów. Na początku byłem na desce kilka razy do roku. Potem dostałem deskę w prezencie od ojca chrzestnego. Wtedy miałem 10 lat i zacząłem częściej jeździć. Pewnego razu usłyszałem od cioci, że jak tak lubię jeździć na desce, to żebym poszedł do szkoły sportowej. Jakoś mi to podeszło i poprosiłem rodziców, żeby pozwolili mi pójść do tej szkoły. Nie było to takie proste, bo najpierw trzeba było przejść testy sprawnościowe. Poszły mi one marnie, byłem słabo przygotowany fizycznie, a do tego nie było tam miejsca na snowboard. Nigdy wcześniej nie startowałem na żadnych zawodach, a to było jednym z kryteriów dostania się do szkoły sportowej. Nie dostałem się do tej szkoły i tam, gdzie chodziłem, do podstawówki w Białym Dunajcu, poszedłem też do gimnazjum. W drugim półroczu, jak przejeżdżałem na rowerze przez Zakopiankę, dziwnym trafem zauważył mnie trener i przypomniał sobie, że chciałem iść do szkoły sportowej. Akurat zwolniły się miejsca, zadzwonił do mojego ojca i poszedłem do Szkoły Mistrzostwa Sportowego. Od drugiego półrocza pierwszej klasy gimnazjum do końca liceum uczyłem się już w szkole sportowej. Wtedy zacząłem się rozwijać w tym kierunku pod okiem trenerów Sitarzy. Pierwszym poważnym sukcesem był srebrny medal na Dniach Młodzieży Europy w 2013 roku. Zmotywowało mnie to do dalszej pracy i trwa to w dalszym ciągu. Przychodzą coraz większe sukcesy i dostaję z tego powodu coraz większą motywację.

 

KK: Która konkurencja snowboardu alpejskiego jest bardziej lubiana przez Ciebie? Slalom czy slalom gigant?

 

Oskar Kwiatkowski: Nie mam preferencji. W Soczi do programu Igrzysk został dołączony slalom. Po Soczi znowu został usunięty i pozostał tylko slalom gigant. Z racji tego było więcej Pucharów Świata w slalomie gigancie, a slalom został przez ten cykl trochę pominięty i zaniedbany. Teraz czuję się mocniejszy w slalomie gigancie, ale zobaczymy, jak będzie wyglądało przygotowanie w następnych sezonach. Slalom ma być znowu dołączony do programu Igrzysk w Pekinie. Pewnie znowu polubię slalom i będę go więcej trenować.

 

KK: Oprócz slalomu mówi się również o dołączeniu do programu igrzysk zawodów drużynowych. To dobra wiadomość dla Was, bo nie będziecie jechać na igrzyska tylko na jedne zawody.

 

Oskar Kwiatkowski: W narciarstwie alpejskim jest dużo konkurencji na igrzyskach, a my mieliśmy tylko jedną. Po igrzyskach przychodziły przemyślenia na ten temat. Cieszy, że mają być te trzy konkurencje. Byłoby naprawdę super, gdyby na igrzyskach były team event, slalom i slalom gigant.

 

KK: Czy występ na Igrzyskach w Pjongczangu uważasz za dobry, czy czujesz niedosyt z powodu, że nie udało się awansować do ćwierćfinału?

 

Oskar Kwiatkowski: Wydaje się, że dałem z siebie 100 procent, walczyłem. Nie mogę mieć do siebie pretensji i jestem zadowolony z tych igrzysk. Wiadomo, zawsze mogło być więcej szczęścia, mogłem pojechać bardziej ryzykownie. To ryzyko mogło wiązać się z tym, że mogłem też więcej stracić. Jak na debiut to jestem zadowolony z tych igrzysk. Mam pozytywne przeżycia, oddałem trzy przejazdy, nieznacznie przegrałem z Francuzem Sylvainem Dufourem. Mogło być lepiej, ale uważam, że było w porządku.

 

KK: Mało zabrakło i w ogóle nie wystartowałbyś na igrzyskach.

 

Oskar Kwiatkowski: Tak. Kwalifikacje do igrzysk w snowboardzie alpejskim są dwuletnie. Po sezonie przedolimpijskim miałem kwalifikację. Sezon olimpijski zacząłem bardzo słabo, nie miałem dobrej formy na Pucharach Świata. Spadłem w klasyfikacji i dopiero w Rogli oraz w Bansku zacząłem lepiej jeździć. Były to dobre wyniki, ale to dalej nie była czołowa szesnastka, a w okolicach 20. miejsca. Czułem się coraz mocniejszy i wiedziałem, że forma idzie w górę. Było tak, jak sobie założyłem. Na igrzyskach pokazałem się z dobrej strony. Po igrzyskach byłem bardziej doświadczony i wygrałem pierwszy przejazd kwalifikacyjny w Pucharze Świata. Drugi przejazd zepsułem i nie dostałem się do TOP16, ale był to pozytywny prognostyk. Czułem, że mogę wygrać z każdym zawodnikiem i pokazał to Puchar Świata w Scuol. Po raz pierwszy w karierze stanąłem na podium Pucharu Świata.

 

KK: Jakie to było uczucie po raz pierwszy stanąć na podium Pucharu Świata?

 

Oskar Kwiatkowski: Podczas kolejnych przejazdów robiłem swoje. Nie myślałem nad niczym do tego stopnia, że nie wiedziałem, jaka jest faza zawodów. Kiedy przygotowywałem się do przejazdu finałowego, powiedziałem trenerowi, że jadę o wejście do finału. Trener mnie poprawił i powiedział, że jadę w dużym finale. Zdziwiłem się i dopiero, jak przejechałem ostatni przejazd, koledzy z zespołu i trenerzy przebiegli z gratulacjami. Czułem się bardzo szczęśliwy, że w końcu pokazałem to, co działo się cały czas we mnie.

 

KK: W przyszłym sezonie pewnie chciałbyś być jak najwięcej razy w szesnastce, żeby później powalczyć w rywalizacji „jeden na jeden”?

 

Oskar Kwiatkowski: To jest moje główne założenie na następny sezon. To było też moje założenie na poprzedni sezon, ale teraz chcę to ustabilizować. W TOP16 wszystko się może zdarzyć. Po kwalifikacjach zaczynają się inne zawody. Nie jest to zbyt ciężkie założenie do spełnienia, ale nie jest też łatwe. Mam nadzieję, że będę w stanie realizować to przez cały sezon.

 

KK: Masz jeszcze jakiś cel na następny sezon?

 

Oskar Kwiatkowski: Oczywiście, są to Mistrzostwa Świata w Salt Lake City. Właśnie na te zawody planuję uzyskać swój szczyt formy. Zadebiutowałem na ostatnich MŚ w Sierra Nevada. Po kwalifikacjach byłem na 11. pozycji, w 1/8 finału przegrałem z Włochem Aaronem Marchem i spadłem miejsce niżej, więc byłem dwunasty. Był to kolejny wynik, który mnie podbudował i teraz planuję powalczyć na kolejnych mistrzostwach świata.

 

KK: Porozmawiajmy o twoim stylu jazdy. Jest on energiczny i agresywny, co podkreślał sam mistrz olimpijski Nevin Galmarini. Lubisz ryzykować na trasie?

 

Oskar Kwiatkowski: Tak, lubię mocno naciskać na deskę i czuć, co ona oddaje na skręcie. Preferuję obszerniejszą linię jazdy, nie od tyczki do tyczki, ale trochę na okrągło. Dalej od tyczki tor jest w lepszym stanie i mogę więcej uzyskać z deski.

 

KK: Twoim kolejnym celem są Igrzyska Olimpijskie w Pekinie?

 

Oskar Kwiatkowski: Są one za cztery lata i wydaje mi się, że jest to odległy cel. Na razie myślę o przyszłym sezonie. Na pewno będę trenował do nich, ale nie skupiam się na dalszych celach. Nie wiem czy jest to dobrze, czy źle, ale żyję z dnia na dzień. Ciężko u mnie coś zaplanować. Dobrze, że mamy trenera Piotra Skowrońskiego, który wszystko nam planuje i mamy rozpiskę wszystkich wyjazdów. Jakby tego nie było, to byłoby ze mną krucho. Dobrze mieć trenera, który tak to koordynuje.

 

KK: Ponad rok temu miałeś wypadek samochodowy. Jak trudne było dla Ciebie to przeżycie?

 

Oskar Kwiatkowski: Nie było to dla mnie ciężkie przeżycie, bo mało pamiętam z tego wypadku. Po tym zdarzeniu miałem problem z pamięcią. Często w rozmowach ciężko było mi się wysłowić, powtarzałem się. Dwa tygodnie po wypadku wróciłem do siebie. Myślałem, żeby wystartować w Mistrzostwach Świata Juniorów. Ostatni rok byłem juniorem i chciałem tam pojechać. Nie dostałem zdolności od ortopedy, który nie chciał ryzykować mojego zdrowia i nie pojechałem na te zawody.

 

KK: Trenujesz inne konkurencje snowboardowe?

 

Oskar Kwiatkowski: Za czasów juniorskich startowałem w zawodach w snowboard crossie. Nie trenowałem tej konkurencji jakoś specjalnie, ale stawałem na starcie zawodów. Kiedy przeszedłem do kategorii seniorów, nie można było robić tego z powodzeniem. Ciężko byłoby pogodzić zawody w snowboard crossie ze snowboardem alpejskim. Zawody są rozgrywane w podobnych terminach i w innych miejscach. Wszyscy teraz zachwycają się Ester Ledecką. Ona potrafi pogodzić snowboard alpejski i narciarstwo alpejskie. Jednak terminy tych dyscyplin tak bardzo się nie pokrywają i ona łączy to z powodzeniem.

 

KK: Jak wyglądają twoje przygotowania do sezonu? Jakie są twoje najbliższe plany?

 

Oskar Kwiatkowski: Pod koniec maja mieliśmy testy sprawnościowe zorganizowane przez związek. Po tych testach dostaliśmy rozpiskę treningową, którą realizujemy. Będziemy mieć też konsultacje weekendowe. Przygotowujemy się osobno i mamy swoje plany treningowe. Niektórzy napisali matury, niektórzy kończą studia (osobiście piszę pracę licencjacką), a niektórzy piszą doktorat. Ciężko byłoby się codziennie spotykać i trenować. Obecnie kończymy okres roztrenowania i będziemy zaczynać przygotowanie bardziej ukierunkowane na snowboard.

 

KK: Masz jakieś ulubione miejsce do treningów lub miejsce, gdzie odbywają się zawody?

 

Oskar Kwiatkowski: Teraz najwięcej czasu spędzam w Zakopanem, gdzie korzystam z obiektów Centralnego Ośrodka Sportowego. Najlepiej czuję się w Dolomitach, tam, gdzie odbywają się Puchary Świata w Carezza i Cortinie d'Ampezzo. Lubię tam przebywać ze względu na góry.

 

KK: Jakie jest twoje największe marzenie snowboardowe?

 

Oskar Kwiatkowski: Chciałbym zostać mistrzem olimpijskim i mistrzem świata. Są to moje dwa największe marzenia. Jeżdżę, dopóki tego nie spełnię. Jak to spełnię, to wiadomo, dalej będę chciał jeździć, żeby obronić tytuł.

 

KK: Dziękuję za rozmowę.

 

Oskar Kwiatkowski: Dziękuję.

 

Kamil Karczmarek

Pasjonat sportu, a przede wszystkim igrzysk olimpijskich. Na portalu zajmuję się każdą odmianą kolarstwa, a także narciarstwem dowolnym, snowboardem, piłką ręczną i hokejem na lodzie.